Tata poszedł się kąpać i nie wyłączył kompa, więc mam chwilę za nim wróci.
Wadowice pożegnały nas deszczem - ale to już nie było ważne - myślami byłam już w naszym urlopowym mieszkanku w Kościelisku. Zastanawiałam się jak tam będzie - czy będę miała swój pokój, łóżeczko i czy będą tam moje wszystkie zabawki.
W końcu dotarliśmy na miejsce, tata rozpakował auto a my poszłyśmy zwiedzać dom i nasze apartament.
Na dole poznaliśmy panią która robiła ręcznie różne zwierzątka - oczywiście koty też miała, więc kupiliśmy
Nasze mieszkanie składało się z dwóch pokoi - w jednym pokoju zamieszkała babcia a w drugim ja z moimi rodzicami.
Mama stwierdziła, że jest jeszcze trochę czasu i możemy pójść na spacer. Udaliśmy się do doliny kościeliskiej - kasy były już zamknięte, wiec tego dnia weszliśmy na teren Parku za darmo :)
To był bardzo krótki spacer - tak tylko abyśmy trochę poruszali się przed spaniem.
Ups - tata już wychodzi z łazienki, więc pa pa.
Na tym spacerze tylko tata zrobił kilka zdjęć.
niedziela, 14 września 2014
sobota, 13 września 2014
Przystanek Wadowice...
Ostatnie dziwnie się czuje - troszkę boli mnie głowa, mam katarek i jakoś tak jest słabo. Tata chyba też się zaraził bo ciągle kicha i smarcze. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) - tatuś rozpuścił sobie jakiś proszek i poszedł spać, więc mogę spokojnie pisać.
Z Olsztyna wyjechaliśmy po śniadaniu - kierunek Kościelisko ale z przystankiem w Wadowicach. Wiedziałem o tym, że się tam zatrzymamy bo tata mówił, że ilekroć jeździł w Tatry to zawsze brakowało mu czasu na krótki postój w Wadowicach.
Dotarliśmy w południe - tego dnia niestety była brzydka pogoda ale nie przeszkodziło ale nam to nie przeszkadzało.
Tata mówi, że nie ma złej pogody jest tylko nieodpowiednie ubranie.
Są i zdjęcia - jedno babci a drugie taty - zrobił je jakimś telefonem.
Po parunastu minutach kręcenia się po ryneczku rodzice stwierdzili, że czas na obiadek dla mnie, a przy okazji na słynne papieskie kremówki. Znaleźliśmy przytulną cukiernie gdzie tata poprosił o wrzątek w którym to mama podgrzała mi zupkę. Po obiadku tata zamówił dla mamy, babci i siebie te ciastka. Czy były dobre tego nie wiem - nie dali mi spróbować, ponoć nasiąknięte były jakimś alkoholem. Za to dostałam kruche rureczki - były pyszne. mniam mniam.
Babcia aparatu nie zapomniała :)
Zjedliśmy i poszliśmy do kościoła - w środku było duuuużżooo ludzi, każdy chciał zobaczyć gdzie był ochrzczony Papież. Aaa, nie napisałam wam czemu akurat Wadowice były naszym przystankiem. Urodził się tam taki chłopczyk który później stał się najwybitniejszą postacią. Został Papieżem (wydaje mi się, że to taki tata wszystkich chrześcijan mieszkających na ziemi) potem został świętym - to tak w skrócie :) Nie miałam okazji poznać tego Papieża ale tata mówił, że widział go ze trzy razy i raz nawet był z nim na wyciągnięcie ręki. Mówił, że to niesamowite uczucie przebywać w jego pobliżu i słuchać jak mówił.
Teraz jest jakiś inny Papież, ponoć też bardzo fajny - może tego uda mi się poznać :)
Po kilku godzinach spędzonych w Wadowicach ruszyliśmy dalej ale o tym napiszę jutro bo katarek męczy :/
Na koniec kilka zdjęć taty :)
Z Olsztyna wyjechaliśmy po śniadaniu - kierunek Kościelisko ale z przystankiem w Wadowicach. Wiedziałem o tym, że się tam zatrzymamy bo tata mówił, że ilekroć jeździł w Tatry to zawsze brakowało mu czasu na krótki postój w Wadowicach.
Dotarliśmy w południe - tego dnia niestety była brzydka pogoda ale nie przeszkodziło ale nam to nie przeszkadzało.
Tata mówi, że nie ma złej pogody jest tylko nieodpowiednie ubranie.
Są i zdjęcia - jedno babci a drugie taty - zrobił je jakimś telefonem.
Po parunastu minutach kręcenia się po ryneczku rodzice stwierdzili, że czas na obiadek dla mnie, a przy okazji na słynne papieskie kremówki. Znaleźliśmy przytulną cukiernie gdzie tata poprosił o wrzątek w którym to mama podgrzała mi zupkę. Po obiadku tata zamówił dla mamy, babci i siebie te ciastka. Czy były dobre tego nie wiem - nie dali mi spróbować, ponoć nasiąknięte były jakimś alkoholem. Za to dostałam kruche rureczki - były pyszne. mniam mniam.
Babcia aparatu nie zapomniała :)
Zjedliśmy i poszliśmy do kościoła - w środku było duuuużżooo ludzi, każdy chciał zobaczyć gdzie był ochrzczony Papież. Aaa, nie napisałam wam czemu akurat Wadowice były naszym przystankiem. Urodził się tam taki chłopczyk który później stał się najwybitniejszą postacią. Został Papieżem (wydaje mi się, że to taki tata wszystkich chrześcijan mieszkających na ziemi) potem został świętym - to tak w skrócie :) Nie miałam okazji poznać tego Papieża ale tata mówił, że widział go ze trzy razy i raz nawet był z nim na wyciągnięcie ręki. Mówił, że to niesamowite uczucie przebywać w jego pobliżu i słuchać jak mówił.
Teraz jest jakiś inny Papież, ponoć też bardzo fajny - może tego uda mi się poznać :)
Po kilku godzinach spędzonych w Wadowicach ruszyliśmy dalej ale o tym napiszę jutro bo katarek męczy :/
Na koniec kilka zdjęć taty :)
środa, 10 września 2014
Zamek w Olsztynie...
Minęło kilka nocy od czasu kiedy ostatnio tu byłam. Wszystko przez to, że tata pojechał w jakąś delegację. Nie wiem co to znaczy ale mama mówiła, że tata może często wyjeżdżać bo ma taką pracę. Już nie lubię taty pracy - wolę jak jest w domu bo mogę się z nim bawić i chodzić na podwórko.
Mama też ma komputer ale jest stary - tata ciągle mówi, że możemy kupić dla niej nowy ale mama upiera się, że nie chce.
Tata wrócił, więc mogę pisać :)
Ostatnio chyba byłam zmęczona, więc nie skończyłam opowiadać. Po przyjeździe do Olsztyna zjadłam obiadek, a potem poszliśmy wszyscy na spacer. Tata chciał nam pokazać Zamek w Olsztynie.
Aha, zanim poszliśmy to w miejscu gdzie mieliśmy spać znalazłam wózek - należał do dziewczynki, która też mieszkała w tym samym domu. Mogłam sobie pospacerować z wózkiem - tak mi się podobało, że nie chciałam go oddać ;)
W końcu rodzice wsadzili mnie do wózka i poszliśmy na górę zamkową.
A propos zamku to pamiętam jak nie raz mama albo tata mówili, żeby zamknąć zamek w drzwiach - więc to wszystko jest dziwne - zamek na górce i zamek w drzwiach - eh dużo nauki jeszcze przede mną.
Rodzice wymyślili sobie, że wejdziemy tylnym wejściem - trzeba było wspinać się mocno pod górkę - jak to zobaczyła babcia to nie chciała iść. Mówiła, że nie damy rady wciągnąć tam wózka ze mną na pokładzie. Mama się uśmiechnęła i powiedziała, że sobie poradzimy. Skończyło się na tym, że mama wzięła mnie na barana a tata wciągnął wózek na górę :) Zresztą wszystko widać na zdjęciach babci - poprzednie to też jej dzieło.
Na górze trochę chodziłam sama ale szybko się zmęczyłam, więc usiadłam z mamą i poczekałam aż tata z babcią zwiedzą ruiny zamku. Babcia ustrzeliła nas swoim aparatem jak siedziałyśmy i czekałyśmy na nich.
Potem mama poszła zwiedzać a tata zabrał mnie na dół na duży plac zabaw - który zresztą wypatrzyłam wcześniej będąc na górce :) Plac zabaw superrr - wielka piaskownica z takim fajnym piaskiem - tata mówił, że lepszy niż na naszych plażach - pewnie miał rację - bo mama i tata zawsze mają rację - przynajmniej tak słyszałam :P
Jeszcze do tego wszystkiego plac zabaw z widokiem na zamek (ten na górce a nie w drzwiach) - ah szkoda, że pod domem nie mam takiej piaskownicy.
Co tu opowiadać - babcia jak zwykle uwieczniła wszystko na swoich zdjęciach.
Przyszły do nas mama z babcią i po jakimś czasie wróciliśmy do naszego mieszkania. Zjedliśmy kolację, a tata rozstawił mi łóżeczko które pożyczył od fajnego wujka z taty pracy. Wujek ma też córkę tylko trochę starszą i to łóżeczko jest właśnie jej. Tak mi się podobało, że skakałam, biegałam w środku i nie myślałem aby iść spać. Wydaje mi się, że rodzice mieli już mnie dość. Pewnie chcieli abym już zasnęła. I w końcu się doczekali - nie wiem kiedy ale padłam w tym łóżeczku i już nie wstałam.
Teraz też już uciekam spać.
Jak nie powiecie rodzicom to powiem wam w sekrecie, że z tego dnia to chyba najbardziej podobał mi się wózek z lalą i wielka piaskownica :)
Na koniec wrzucę tu kilka zdjęć robionych przez tatę.
Do zobaczenia później.
Tata wrócił, więc mogę pisać :)
Ostatnio chyba byłam zmęczona, więc nie skończyłam opowiadać. Po przyjeździe do Olsztyna zjadłam obiadek, a potem poszliśmy wszyscy na spacer. Tata chciał nam pokazać Zamek w Olsztynie.
Aha, zanim poszliśmy to w miejscu gdzie mieliśmy spać znalazłam wózek - należał do dziewczynki, która też mieszkała w tym samym domu. Mogłam sobie pospacerować z wózkiem - tak mi się podobało, że nie chciałam go oddać ;)
W końcu rodzice wsadzili mnie do wózka i poszliśmy na górę zamkową.
A propos zamku to pamiętam jak nie raz mama albo tata mówili, żeby zamknąć zamek w drzwiach - więc to wszystko jest dziwne - zamek na górce i zamek w drzwiach - eh dużo nauki jeszcze przede mną.
Rodzice wymyślili sobie, że wejdziemy tylnym wejściem - trzeba było wspinać się mocno pod górkę - jak to zobaczyła babcia to nie chciała iść. Mówiła, że nie damy rady wciągnąć tam wózka ze mną na pokładzie. Mama się uśmiechnęła i powiedziała, że sobie poradzimy. Skończyło się na tym, że mama wzięła mnie na barana a tata wciągnął wózek na górę :) Zresztą wszystko widać na zdjęciach babci - poprzednie to też jej dzieło.
Na górze trochę chodziłam sama ale szybko się zmęczyłam, więc usiadłam z mamą i poczekałam aż tata z babcią zwiedzą ruiny zamku. Babcia ustrzeliła nas swoim aparatem jak siedziałyśmy i czekałyśmy na nich.
Potem mama poszła zwiedzać a tata zabrał mnie na dół na duży plac zabaw - który zresztą wypatrzyłam wcześniej będąc na górce :) Plac zabaw superrr - wielka piaskownica z takim fajnym piaskiem - tata mówił, że lepszy niż na naszych plażach - pewnie miał rację - bo mama i tata zawsze mają rację - przynajmniej tak słyszałam :P
Jeszcze do tego wszystkiego plac zabaw z widokiem na zamek (ten na górce a nie w drzwiach) - ah szkoda, że pod domem nie mam takiej piaskownicy.
Co tu opowiadać - babcia jak zwykle uwieczniła wszystko na swoich zdjęciach.
Przyszły do nas mama z babcią i po jakimś czasie wróciliśmy do naszego mieszkania. Zjedliśmy kolację, a tata rozstawił mi łóżeczko które pożyczył od fajnego wujka z taty pracy. Wujek ma też córkę tylko trochę starszą i to łóżeczko jest właśnie jej. Tak mi się podobało, że skakałam, biegałam w środku i nie myślałem aby iść spać. Wydaje mi się, że rodzice mieli już mnie dość. Pewnie chcieli abym już zasnęła. I w końcu się doczekali - nie wiem kiedy ale padłam w tym łóżeczku i już nie wstałam.
Teraz też już uciekam spać.
Jak nie powiecie rodzicom to powiem wam w sekrecie, że z tego dnia to chyba najbardziej podobał mi się wózek z lalą i wielka piaskownica :)
Na koniec wrzucę tu kilka zdjęć robionych przez tatę.
Do zobaczenia później.
poniedziałek, 8 września 2014
Podróż w góry...
Już jestem z powrotem :)
Rodzice po całym dniu padli ze zmęczenia, więc mogę pisać dalej. Jak to się stało, że tak szybko zasnęli - to było proste.
Cały dzień marudziłam a do tego po południu pojechaliśmy na rowerach do apteki po mleko dla mnie. Znaczy rodzice na rowerach a ja w przyczepce jak królowa :) Wracając pojechaliśmy jeszcze na duży plac zabaw gdzie budowałam babki z piasku, bujałam się itd. Tam też przyszedł do nas dziadek a potem jeszcze babcia, mój kuzyn i ciocia z wujkiem - więc było nas dużo. Wróciliśmy do domu na kolację i kąpiel - potem mama mnie usypiała. Udałam, ze zasnęłam i poczekałam aż rodzice padną. Po takim dniu szybko posnęli, więc jestem :)
Dziś postaram się opisać jak wyglądała nasza podróż.
Wstałam około 8 rano, w sumie późno jak na moje możliwości. Tata już miał w większości spakowane auto - czekaliśmy jeszcze na bagaże babci. Mama denerwowała się bo tata nie pożyczył od wujka boxu na dach i myślała, że się nie zmieścimy do samochodu z bagażami. Na szczęście tata ma talent do pakowania, więc zmieściliśmy się na styk :)
Podczas mojego śniadania wujek przywiózł babcie i cały swój majdan - komputery, playstation, gitarę itp - na czas naszej nieobecności mieszkał u nas i opiekował się Panterą (to nasz kot).
W końcu wyruszyliśmy - byłam już zmęczona, więc poprosiłam mamę o poduszkę i szybko zasnęłam w moim nowym foteliku. Zresztą widać na zdjęciu które zrobiła mi mama.
Spałam chyba ze dwie godziny - tata przez ten czas zdążył przejechać większość autostrady (to chyba dobrze). Następnie bawiłam się z mamą w różne zabawy. Mama wyciągała z siatki co rusz nowe zabawki, więc się działo. Ale prawdę mówiąc było ciężko - miałam już dość siedzenia w jednym miejscu :/
Gdzieś w jakiejś małej miejscowości zatrzymaliśmy się na przerwę abym mogła zjeść obiadek.
Słońce prażyło mocno - bardziej niż się spodziewaliśmy, mogłam sobie chodzić, biegać no i tata pozwolił mi kierować autem - było fajnie.
Poniżej zdjęcia które zrobiła babcia.
Po jedzeniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Zatrzymaliśmy się jeszcze aby tata mógł zatankować auto a ja z mama poszliśmy obejrzeć motocykl. Pierwszy raz siedziałam na motocyklu i to jeszcze na transalpie :) Na szczęście babcia zdążyła to uwiecznić na zdjęciach. Ach ta babcia - chyba zrobiła mi najwięcej zdjęć na tym wyjeździe :)
W czasie jazdy zrozumiałam, że dziś nie dojedziemy do ostatecznego celu tylko będziemy spać po drodze. Tata zarezerwował nam nocleg w Olsztynie pod Częstochową gdzie dojechaliśmy po południu.
whaw... ooo zaczynam ziewać - chyba też jestem zmęczona. Dobra idę spać - jutro postaram się coś napisać na temat naszego miejsca gdzie się zatrzymaliśmy.
Rodzice po całym dniu padli ze zmęczenia, więc mogę pisać dalej. Jak to się stało, że tak szybko zasnęli - to było proste.
Cały dzień marudziłam a do tego po południu pojechaliśmy na rowerach do apteki po mleko dla mnie. Znaczy rodzice na rowerach a ja w przyczepce jak królowa :) Wracając pojechaliśmy jeszcze na duży plac zabaw gdzie budowałam babki z piasku, bujałam się itd. Tam też przyszedł do nas dziadek a potem jeszcze babcia, mój kuzyn i ciocia z wujkiem - więc było nas dużo. Wróciliśmy do domu na kolację i kąpiel - potem mama mnie usypiała. Udałam, ze zasnęłam i poczekałam aż rodzice padną. Po takim dniu szybko posnęli, więc jestem :)
Dziś postaram się opisać jak wyglądała nasza podróż.
Wstałam około 8 rano, w sumie późno jak na moje możliwości. Tata już miał w większości spakowane auto - czekaliśmy jeszcze na bagaże babci. Mama denerwowała się bo tata nie pożyczył od wujka boxu na dach i myślała, że się nie zmieścimy do samochodu z bagażami. Na szczęście tata ma talent do pakowania, więc zmieściliśmy się na styk :)
Podczas mojego śniadania wujek przywiózł babcie i cały swój majdan - komputery, playstation, gitarę itp - na czas naszej nieobecności mieszkał u nas i opiekował się Panterą (to nasz kot).
W końcu wyruszyliśmy - byłam już zmęczona, więc poprosiłam mamę o poduszkę i szybko zasnęłam w moim nowym foteliku. Zresztą widać na zdjęciu które zrobiła mi mama.
Spałam chyba ze dwie godziny - tata przez ten czas zdążył przejechać większość autostrady (to chyba dobrze). Następnie bawiłam się z mamą w różne zabawy. Mama wyciągała z siatki co rusz nowe zabawki, więc się działo. Ale prawdę mówiąc było ciężko - miałam już dość siedzenia w jednym miejscu :/
Gdzieś w jakiejś małej miejscowości zatrzymaliśmy się na przerwę abym mogła zjeść obiadek.
Słońce prażyło mocno - bardziej niż się spodziewaliśmy, mogłam sobie chodzić, biegać no i tata pozwolił mi kierować autem - było fajnie.
Poniżej zdjęcia które zrobiła babcia.
Po jedzeniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Zatrzymaliśmy się jeszcze aby tata mógł zatankować auto a ja z mama poszliśmy obejrzeć motocykl. Pierwszy raz siedziałam na motocyklu i to jeszcze na transalpie :) Na szczęście babcia zdążyła to uwiecznić na zdjęciach. Ach ta babcia - chyba zrobiła mi najwięcej zdjęć na tym wyjeździe :)
W czasie jazdy zrozumiałam, że dziś nie dojedziemy do ostatecznego celu tylko będziemy spać po drodze. Tata zarezerwował nam nocleg w Olsztynie pod Częstochową gdzie dojechaliśmy po południu.
whaw... ooo zaczynam ziewać - chyba też jestem zmęczona. Dobra idę spać - jutro postaram się coś napisać na temat naszego miejsca gdzie się zatrzymaliśmy.
sobota, 6 września 2014
Moje pierwsze góry...
Jestem Panna Z. i za parę tygodni będę miała 1,5 roku :)
Nie posiadam swojego bloga, więc po cichu korzystam z przestrzeni internetowej taty. Tata dawno nic tu nie pisał, więc pewnie nie zorientuje się, ze ktoś mu miesza w postach :)
Cel mojego włamu do jego bloga była chęć opisania mojej pierwszej podróży w polskie góry. Z rozmów w domu słyszałam, że rodzice chcą mnie zabrać w Bieszczady.
Dlaczego akurat tam - to znowu mogę się jedynie domyślać z tego co usłyszałam:
- Bieszczady to pierwsze góry mamy
- Bieszczady to pierwsze góry taty
- w Bieszczadach poznali się mama z tatą
- w Bieszczady pojechali w swoją podróż poślubną (cokolwiek to znaczy)
Jak widzicie - nie było innej możliwości jak taka, że rodzice w moje pierwsze góry zabiorą mnie w Bieszczady.
Jednak dowiedziałam się, że życie potrafi pisać różne scenariusze (to moja pierwsza nauka w tym temacie) i w naszym rozdziale o Bieszczadach ciągle padał deszcz.
Tata zdecydował, że pojedziemy w Tatry - Tatry brzmi tak dostojnie - zastanawiałam się co to będzie i co mnie tam spotka...
Długo zwlekaliśmy z wyjazdem ponieważ w Tatrach też padało i dodatkowo czekaliśmy aż przyjdzie do nas mój nowy tron w którym to będę mogła jechać w góry. Tronem nazywam taki fajny fotelik który tata zamówił mi abym mogła bezpiecznie podróżować w aucie. Na tym foteliku jest napisane Axkid Kidzone i jeżdżę w nim tyłem do kierunku jazdy :)
W końcu nadszedł czas naszego wyjazdy w góry - pojechali ze mną mama, tata i babcia, więc zapowiadało się wesoło :)
O tym jak co się działo opowiem w następnym odcinku - albo jak kto woli rozdziale ;)
Pozdrawiam i idę szybko do łóżeczka spać bo chyba tata się budzi.
P.S. Na zdjęciu ja jeszcze przed wyjazdem :)
Nie posiadam swojego bloga, więc po cichu korzystam z przestrzeni internetowej taty. Tata dawno nic tu nie pisał, więc pewnie nie zorientuje się, ze ktoś mu miesza w postach :)
Cel mojego włamu do jego bloga była chęć opisania mojej pierwszej podróży w polskie góry. Z rozmów w domu słyszałam, że rodzice chcą mnie zabrać w Bieszczady.
Dlaczego akurat tam - to znowu mogę się jedynie domyślać z tego co usłyszałam:
- Bieszczady to pierwsze góry mamy
- Bieszczady to pierwsze góry taty
- w Bieszczadach poznali się mama z tatą
- w Bieszczady pojechali w swoją podróż poślubną (cokolwiek to znaczy)
Jak widzicie - nie było innej możliwości jak taka, że rodzice w moje pierwsze góry zabiorą mnie w Bieszczady.
Jednak dowiedziałam się, że życie potrafi pisać różne scenariusze (to moja pierwsza nauka w tym temacie) i w naszym rozdziale o Bieszczadach ciągle padał deszcz.
Tata zdecydował, że pojedziemy w Tatry - Tatry brzmi tak dostojnie - zastanawiałam się co to będzie i co mnie tam spotka...
Długo zwlekaliśmy z wyjazdem ponieważ w Tatrach też padało i dodatkowo czekaliśmy aż przyjdzie do nas mój nowy tron w którym to będę mogła jechać w góry. Tronem nazywam taki fajny fotelik który tata zamówił mi abym mogła bezpiecznie podróżować w aucie. Na tym foteliku jest napisane Axkid Kidzone i jeżdżę w nim tyłem do kierunku jazdy :)
W końcu nadszedł czas naszego wyjazdy w góry - pojechali ze mną mama, tata i babcia, więc zapowiadało się wesoło :)
O tym jak co się działo opowiem w następnym odcinku - albo jak kto woli rozdziale ;)
Pozdrawiam i idę szybko do łóżeczka spać bo chyba tata się budzi.
P.S. Na zdjęciu ja jeszcze przed wyjazdem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)